O gryzakach na poważnie.
Czyli w sumie co u myszoskoczków....
Myszoskoczki mamy od 2017 i tak naprawdę biorąc ojca z synem zrobiliśmy na tyle dobrą rzecz że przyszły do nas w dwupaku.
Już nie pamiętam czy pisałam o nich czy nie, jakoś tak niby na bloga chcę wrócić, niby w sumie nie ma tu już nic do pisania.
No ale chociaż o naszych pierdołach.
27 sierpnia odszedł od nas Avro.
Pożegnaliśmy go w górach.
Ostatnie dni spędził dogrzewając się na moim brzuchu w kocu, dożywiany karmą ratunkową.
Guz się odbudował na tyle że nikt się nie chciał podjąć wycięcia ( szczególnie że tego roku przeszedł już jedną operację).
Odwlekałam uśpienie wiedząc, że cierpi.
Aż w końcu zasnął.
Wyrzucam sobie, że mogłam zrobić więcej...
Cóż, człowiek się uczy całe życie.
Maro został sam.
Półtorej miesiąca to długo. Jednak nie na tyle by nie zapragnąć by Avro wrócił.
Zaadoptowaliśmy z grupy myszoskoczkowej małą pierdołę.
Czarna przestraszona wychudzona kulka.
Nazwany został Nero.
I po tygodniu mieszkania u nas wyszło na to że się pośpieszyłam....
Bo łączenie mimo początku udane, okazało się jak na razie klapą...
Po niecałej dobie razem z samego rana znalazłam zakrwawionego Maro i jeszcze bardziej przestraszonego Nero.
Maro trochę był zbyt nachalny ( chciał być miziany i się podkładał, Nero nie wiedział o co chodzi).
Młody niestety atakował łapkami bo się przestraszył.
Mimo że leżały razem znowu po wszystkim, postanowiliśmy je rozdzielić. Po jakimś czasie walka wywiązała się znowu.
Przy kolejnej próbie ucierpiałam nawet ja.
Może serio za szybko.
Może już się nie uda ich pogodzić.
Nie wiem, ale widzę że Maro jest zawiedziony tą sytuacją, Nero z heroiczną głupotą i uporem biega nam po rękach, reagując na Maro agresywnie...
Aktualnie jestem w kropce, martwiąc się o obie pierdoły.




Przede wszystkim, to nie pierdoły, a ważne i jak się okazuje, smutne sprawy.
OdpowiedzUsuńWspółczuje i do tego podwójnie. Czy są jakieś rokowania, by się ze sobą skoczki dogadały?