Sraczka....

....czyli ponarzekajmy.

Ogólnie o tym co się dzieje ostatnio.

Lubię sobie czasami pooglądać Gonciarza, wtedy taki słowotok mi się tworzy i chęć ogólnego po biadolenia sobie na blogu, walczę z bezsensemwszytskiegoiniczego. A w szczególności z prowadzeniem bloga. Jednak swoiście blog i pierdolenie sobie, a raczej możliwość wylania z siebie jakichś tam myśli czy natłoku rojeń w pewien sposób pomagało mi kiedyś i pomaga niby teraz.

Jednak tyle się dzieje, że wypisywanie każdej rzeczy mija się z celem. No ale. Fajnie jest.

Co do mieszkania to się dzieje niby dużo a niby stoi, stoi hehe, i chlapie naokoło. Farba chlapie co najwyżej, tak dziś chlapała jak malowałam metr kwadratowy przedpokoju że co? Wpadło mi w oko.
Olaboga, Jurajska woda mineralna mi moją ślepotę uratowała.
Upał się daje we znaki, brak czasu też, ten cholerny remont który stoi mi w gardle.
Niby zostało tak mało ( podłoga, malowanie kuchni, położenie płytek w łazience, zamontowanie sanitarki, posprzątanie) ale kurła wlecze się to jak japierpapierdodupy.
I człowieka szlag jasny trafia bo nie wiem czy do końca sierpnia zdążymy.
- Kiedy przeprowadzka? - skrzecze moja przyszła sąsiadka a ja zniechęcona tym wszystkim przekręcam słowa i udaję głuchą. Luuuudzie strasznie wścibskie babsko, tak wścibskie, że obok w jej sklepie ,a raczej przed potrafi wystawać i napierdalać z ludźmi na temat naszego remontu.
- I nie wyburzajcie ścianki działowej bo wpadnę do was do mieszkania!
Głowa mała żeby się nie zesrała.
I teraz zarąbiaście zmieniamy temat na bałagan na mieszkaniu na Zawodziu
Olaboga tutaj nie mam sił ani żyć, ani się skupić ani chcieć czegokolwiek. A bałagan się już tylko wylewa z każdego kąta.
Jak pomyślę że czeka nas przeprowadzka ( 17sta) to tak mi się odechciewa że hej.
Pakowanie sranie w banie.
Powinnam nosić kartny, ale UWAGA SZKŁO sobie z pracy przyniosłam, obiecuję sobie po raz enty że teraz WSZYSTKIE kartony opiszę i obkleję z głową.

Marzę już jednak o tej przeprowadzce, o podpisanej umowie najmu, o zameldowaniu, o siądnięciu na zacnych 4literach.
I działaniu.
O tak.
Ale zostało najgorsze.
I niby to przeżyję, niby nie powinnam się martwić i denerwować, bo i tak to przeżyje, przetrwam i przejdę, bo czas leci i ino my się musimy w tym czasie zmieścić i będzie tak pewnie ale teraz nie jest więc ledwo siedzę, pierdolę sobie w notce na bloga bo potrzebuje wylać z siebie co nieco z racji okresu i co. I nic. Żyć póki co będę dalej. A przynajmniej spróbuję.
Jeszcze trochę.
To wcale nie jest takie proste.

18stego jeszcze do siostry jadę. Tzn siostrzenica ma urodziny 18ste. P też ma wtedy urodziny.
Ale urodziny P zrobimy tydzień później, a 18stka jest tylko jedna.
Nie chciałam jechać bo nie wiem czy by nam starczyło kasy.
Ale jedziemy. Foty może jakieś porobię, sprzęt wezmę, prezenty, lalkę.

Ah lalki no tak.
Relinka na malowaniu u panienki Marionette!
Ociepierdole widziałam szkice, widziałam pomalowaną w części głowę. I moja DollZone Reiko po raz kolejny skradła mi serce.
17stego mam moja pierworodną odebrać. Czekam z niecierpliwością.
Prawdopodobnie i moją Neth jej na malowanie oddam.
A właśnie bo dylemat mam którą pannicę wezmę na sesję do siostry, bo chyba pojedzie i Neth i ciuchy z głową Rell wezmę, Z racji że moja Neth nie ma ostatniej sesji z tego roku przed zmianą make upa a Rell z racji tego że nowy makijaż.
Ajajajaj. Znowu się rozpływam i chęci wracają do życia.
A może rozpływam się z upału a nagły przypływ energii to zwyczajnie pepsi wiśniowa?
Jajebiu.
Dość.




 Relin , Dollzone Reiko
Nethys, Dollzone Mo

Komentarze

Popularne posty