Mabon, jesień i odnalezienie siebie.
Nadszedł na tyle magiczny czas, że pomyślałam (po udanej porze letniej i odpoczynku) - pora wrócić do starych śmieci, do tego co się kocha i zabrać się za rzeczy fajne.
Tzn rzeczy fajne były już wcześniej ale teraz będą fajniejsze może bo się podzielę tym ku pamięci.
Wrzesień, mimo zimna, powitał mnie nostalgią, niechęcią do wstawania ( bo zimko) i usuwaniem ze swojego otoczenia negatywnej energii ( ale kurz na biurku zalega dalej lol).
W końcu był czas 999.
Przygotowania do Mabon tak naprawdę nie nabrały jeszcze tempa a powinny. Chociaż w stopniu małym.
A nie żadnym jak dotychczas.
Jestem mocno do tyłu ze zdjęciami i blogiem, ale rysuję, focę i całkiem dobrze się bawię.
Nie zatrzymuj się tak naprawdę i nie patrz na innych.
Nie czekaj - nikt na Ciebie nie zaczeka ani nie zapyta.
Jakby ktoś chciał - zapraszam.
Jeśli nie - idź dalej i nie zatrzymuj się.
Tu też nie zaglądaj.
A najlepiej trzymaj się po prostu z daleka.
*




Wrzesień chyba na wiele osób działa tak nostalgicznie. ale to taki jego urok. Wszystko powoli zaczyna obumierać i przygotowywać się do zimy. Niemniej, najważniejsze, że prócz wymienionego kurzu, usuwasz wszystko inne, co negatywne i ściągające w dół. I to się liczy. I że wracasz do tych pozytywnych rzeczy, które cię kiedyś nakręcały... Więc koniec lata przyniósł sporo dobra, czyż nie? :)
OdpowiedzUsuńŚciskam :*
dzięki za komentarz :D pewnie że przyniósł wiele dobra :) i będzie już tylko lepiej :)
Usuń