Mialee rusza z koksem....!!

czyli opowieść ze Starego Świata.

Małe wprowadzenie do mojej postaci ze świata Warhammera!
Będę brała udział w sesji RPG i jeśli tylko się uda planuję opisać tu moje przygody!

Endżoj.

~~~


Czekając na dziadka patrzę na „wykaligrafowaną” przeze mnie kartkę z napisem – Bedem pogromcom goblinuff.
Mamy wychodzić właśnie na łowy.
Nie śpieszy mi się znacznie, mojemu dziadkowi również, czasu aż nadto.
A jednak dziadek się guzdrze, ja mimo wszystko niecierpliwię i wierzę w niesamowitą przygodę, która mnie dziś spotka.
Albo i nie.
Wierzę w szybki bieg i tropienie zwierzyny, a właściwie zielono skórych, szybkie super strzelanie, wspaniałą akcję i ochronę miasta, w którym przyszło mi żyć.
I tak sobie bujam w obłokach bo czasu jest sporo, widzę dumę w jego oczach, słyszę pochwałę z ust dziadka, klepanie po ramieniu i....
- Ile jeszcze mam na Ciebie czekać? - mówi w moją stronę a ja szybko zarzucam kaptur na głowę.

Wyruszamy z obrzeży Altdorfu w stronę zalesioną na mały trening, zanim dziadek ruszy załatwić sprawunki do miasta Nuln.
Miasto cuchnie, ludzie cuchną, krzywię się i kręcę nosem. Niby tu mieszkam, a jednak nie wiem. Czuję, że to nie jest to?
Poza miastem biegiem pokonujemy szybko drogę, słuchamy wiatru, tropimy, strzelamy. Jestem w swoim żywiole i wyobrażam sobie, że życie które zabieramy by w sumie potrenować moje zdolności( bo przeca można było iść kupić na targowisku...) to nie zwykłe zwierzęta a najstraszniejsze trolle i gobliny.

- Pamiętaj czego cię uczę...- mówi do mnie – i pamiętaj, że może zależeć od tego Twoje życie.

Kiwam głową, wiem przecież, że może być różnie.

Mam dopiero 94 lata i wiem też, że jeszcze wiele przede mną.
A jednak już chciałabym wyruszyć w podróż życia i stać się postacią chwalebną i z zasługami w walce!
- Mialee – Krzyczy nagle dziadek – skup się, Karnos nie pomoże jak ty tak będziesz robić...
- Tak tak... - i wykonuję szybki strzał.

Gdy nadchodzi wieczór leżę przed ogniem i słucham opowieści dziadka z jego wojen, walk oraz o Altdofie...
Wspomina też o tym co mnie zainteresowało od razu. O pogromcy goblinów. Słucham tego z zaciekawieniem i zaczynam marzyć o tym, by dołączyć do jego boku i stać się jeszcze lepszą!
Trochę mi się tylko skrzywiło gdy się okazało, że to człowiek...Jakiś tam Sven kurczę.

Nasila się również uczucie opuszczenia tego miasta i wyruszenie w swoją własną podróż oraz zdobyciu zasług.

Późno w nocy myślę.
Mam 94 lata, to niby mało a niby dużo sama nie wiem, czas leci a ja stoję w miejscu.
No właśnie a ten cały człowieczyna? Może już jest stary? Może nie zdążę go znaleźć? I cały plan o byciu wspaniałym pogromcą spali na panewce?
Gorączkowo myślę, nie chcę spać, chcę się spakować i wyruszyć już – teraz!

A potem nachodzą inne myśli i niechęć zostawienia dziadka....To wspaniały Elf, to kim jestem teraz i kim stanę się w przyszłości zawdzięczam tylko i wyłącznie jemu. To on nauczył mnie wszystkiego, to on zajął po tym jak rodzice wyruszyli do lasu Loren.

Rano patrzę jak dziadek się pakuje i sporządza ostatnie notatki przed wyjściem.
Znudzona jestem tym, że znów zostanę sama. Udaję, że wcale mnie to nie rusza, że przecież jestem dzielna i wspaniała, niepokonana przyszła zabójczyni zielono skórych. Obrończyni uciśnionych.
Albo i nie.
Żegnamy się i wiem, że zobaczymy za kilka dni lub tygodni, zależy ile zejdzie mu na załatwianiu.
Kiedy zamykam drzwi do chaty mój wzrok pada na moją torbę i płaszcz...
Wzruszam ramionami ruszając w głąb domostwa.... i nagle się zatrzymuję.
Torba i płaszcz....mój Łuk Elfi... nawet nie wiem, kiedy sama zaczynam się pakować szukając potrzebnych rzeczy.
Przecież znalezienie tego całego Svena ( o ile żyje..) nie może trwać w nieskończoność. Póki nie ma dziadka to ja zdążę go znaleźć i wrócić!
I z tym planem w głowie opuściłam chatę nasuwając kaptur niżej na oczy.





CDN

Komentarze

Popularne posty