Rok minął, meet był, dochodzę do siebie.
....czyli rok Spalonego Teatru, założenia bloga. Tzn minął 17 listopada no ale....
To chyba z 10 mój blog w ogóle. Po jakimś tam czasie bez żadnego, doszłam do wniosku, że mi się jeden przyda, a tak o dla samej siebie. Blogi to powoli przeżytek, zaczął królować YouTube ( jeszcze tam nie dotarłam by vlogować, powoli, nie wszystko na raz), a jednak postanowiłam jakoś tam konkretniej się tu uzewnętrzniać.
Także świętujemy.
Listopad zamordował mnie czarną rozpaczą, a raczej swoistym deep rest, wsiąkłam w Dogmę, album The Gazette który swego czasu bardzo mocno olałam, tak jak uważałam, że nigdy ale to NIGDY nie dorównają Dir en Greyom.....tak teraz cofam te słowa. Wszystko do mnie jakoś z opóźnieniem dochodzi.
Ale 2 miesiące depresyjne i kompletnie nic nie robiące pozwoliły mi odpocząć po tym ciężkim roku.
Bycie w swoistej czarnej dupie też trochę pomogło. To co się działo przed inwentaryzacją w pracy zakrawało na jakiś dramat, bo jeśli już by miała być mowa o jakiejś komedii to ino chyba czarnej. I może dlatego poradziłam sobie z tym wszystkim na jakiejś tam wyjebce.
Wyjebka dobra rzecz. Bo skakanie sobie do gardeł już niekoniecznie.
17 listopada tez odbył się meet lalkowy , oczywiście w Smoczym Czajniku. Potem urodziny kolegi i były jakieś dziwne bary. Na szczęście wróciliśmy szybko do domu.
Ale co do meeta...
Poznaliśmy nową dziołchę, panią Czartową, cudotwórczynię dla lalek. Nakręciłam się dość konkretnie do różnych rzeczy.
I parę kolejnych zrozumiałam.
Było po prostu super!Dziękuję za spotkanie!
Wróciła też moja panienka Nethys z malowania ( Mo Dollzone), za którą bardzo dziękuję Lady Marionette :)
Na lepsze foty trzeba by poczekać, jestem w trakcie odświeżenia wszystkich peruk , ciuchów i ogólnie lalek. Jednak coś w grudniu powstanie, Neth w końcu ma wtedy urodziny.
W grudniu też kolejna panna leci na odmalowanie. Ponieważ ja to jakaś przestrzenna porażka.
Nakręcona bardzo mocno na parę nowych rzeczy odnowiłam też kontakt z Lucyferem. Bardzo dużo rozmów pomogło i dało do myślenia.
Gdzieś tam w głowie widnieje mi dalej obraz słów na murze - ZMIEŃ ZNAJOMYCH i MIEJ ODWAGĘ BYĆ SOBĄ.
Powoli swoisty odpoczynek będzie przechodzić w pracę nad tym co tak kocham.
Dlatego trochę utnę kontakt też z tymi co nie warto, by zająć się tym co lubię
Nie zawsze rozmowa z poszczególnymi osobami jest dla mnie dobra. Czego chyba jakoś nie zauważałam.
Lucyfer też mi to jakoś tam konkretniej wytłumaczył. Za co mocno dziękuję.
Odnośnie mieszkania jakoś wiele nie drgnęło. Ale mamy szafkę pod piekarnik.
Odnośnie rysowania. HYM.DZIĘKUJE NIEKTÓRYM ZA MOTYWACJE. Udławcie się kurwa dżemem.
Odnośnie kolekcji mangowej - nabyłam Card Captor Sakurę 8 pierwszych tomów po japońsku!!
Jestem przeszczęśliwa z tego faktu <3 Wpadł też 2 tom Doktora Mephistofelesa i Bungou Stray Dogs. Teraz troche żałuje że nie poczekałam z jakąś stówką do 23 listopada. Mangi na Mangarden były przecenione tak,że teraz kwiczę.
..........a robiąc zdjęcia do posta wyleciało coś takiego ;)
Wydanie jest fajniutkie :3
Sleep... Count me down... Again
Tyle tym razem...;)


Komentarze
Prześlij komentarz