Przeprowadzka

Ogólnie to nawet nie wiem od czego zacząć..... wydaje mi się że poszło całkiem nieźle, ale z drugiej strony też nie najlepiej.
Ehhh ale od początku.
Wiedziałam że musimy opuścić mieszkanie z końcem września i w sobotę jak P poszedł kimać po nocce - ja się wzięłam za pakowanie reszty. O 14 miał być początek.
4 h i jakoś się zabraliśmy, znowu gdyby nie znajomi - nie dalibyśmy rady.... Już sama nie wiem jak się odwdzięczyć ale jak tylko staniemy na nogi, trzeba będzie.
Za to na miejscu ( ja przygotowywałam rzeczy tam) doznałam małego szoku. Bo był jeden wielki bajzel i wszystko na wszystkim stało. Niby już tak było nie raz przez tyle wyprowadzek, które przeszłam ale....było inaczej.
Tego samego dnia poszliśmy jeszcze na zapiekankę ze znajomymi, podziękowaliśmy im i się rozstaliśmy. Jedni wracali do siebie autem więc nas podrzucili z powrotem posprzątać tam. Wróciliśmy już na pieszo.
I się zaczęło.
Musieliśmy złożyć łóżko, a w zasadzie różową kanapę narożną, która nie zmieściła się w drugim pokoju ( chcę się jej jak najszybciej pozbyć!!)  więc spaliśmy w pierwszym. Okazało się że nie ma śrub. Więc spaliśmy na takim ledwo poskładanym mając nadzieje, że się nie rozejdzie.
Kuchnia nie jest w ogóle złożona ani skręcona. W łazience prysznic nie jest do końca przygotowany ani nie ma ciepłej wody bo bojler nie był dobrze zamocowany. Zacznijmy od tego, że w ogóle woda bieżąca była dopiero w niedziele. W między czasie podpięliśmy lodówkę a P skręcał gniazdka. Rozpakowałam parę kartonów ciuchów by w drugim pokoju dało się przejść i ustawiliśmy biurka docelowo, zapełniając tym co wcześniej ( P gry, u mnie mangi), na okna rzuciłam koce bo brak karniszy i firan z zasłonami w naszym położeniu to masakra :P
Poniedziałek powitał nas telefonem o umowie najmu - polecieliśmy podpisać. Na czas nieokreślony z niskim czynszem, ciasne ale własne.
Wszystko mnie przerażało okrutnie ale trzymając umowę najmu w rękach czułam się w jakiś tam sposób szczęśliwa. Tylko zmęczona tym wszystkim.
W pracy tez jakoś wykombinowałam by dało się wziąć też tam prysznic.
Dopiero był 1 październik - mój ukochany miesiąc w którym miało być już tak bajkowo a ja.....a ja następnego dnia miałam załamanie.
Rano próbowaliśmy powiesić bojler. Jeszcze raz na 4 śruby, napuściliśmy wodę, włączyliśmy go.... a bojler spadł na P.
PEŁNY.
Byłam przerażona i chciało mi się wyć.
Jakimś cudem wylaliśmy z niego tą wodę, odkręciliśmy go i zostawiliśmy w brodziku....Co by się stało gdyby nas nie było a by spadł? Cała podłoga byłaby zalana. Kibel by pewnie się potrzaskał, umywalka też a bojler rozjebał.
Zaraz się musiałam zbierać do pracy więc w sumie zostawiłam P bojąc się czy nie miał czegoś naderwanego czy wybitego barku. O kręgosłupie z którym ma problem nie wspominam nawet.
W pracy zostałam za to wezwana do biura. Okazało się że mam ponad 40 nadgodzin i muszę wybrać za to wolne. A co się takiego stało? Skąd te nadgodziny? Wróciłam za szybko z L4 we wrześniu o czym nie miałam pojęcia. Lekarka mi powiedziała że mam L4 od 7mego września do 14ego. A BYŁO DO 21!!! Gdybym wiedziała w życiu bym nie wróciła szybciej do pracy!!! Wysłała L4 drogą elektroniczną i przyszło im dopiero pod koniec miesiąca. To jest dopiero absurdalne. Dobiło mnie to tak bardzo że rozryczałam się z w głos. Za dużo powstrzymywania nerwów i stresu dopierdoliło mnie tak bardzo, że nowy kierownik latał i mnie uspokajał. Kazali mi iść do domu co przyjęłam z ulgą bo i tam nie umiałam się uspokoić. Aż P ze mną został, chociaż myślę że lepiej mu to zrobiło bo odpoczął, po tym jak ten bojler spadł. Dostałam pigułę, poszliśmy po haki i na słodkiego kurtosza.
A potem oboje poszliśmy spać.
Wieczorem trochę się rozpakowaliśmy, podłączyliśmy pralkę. I chociaż z nią się nic nie dzieję. Pierze jak złoto.
W środę za to 3ciego października podłączono nam internet ( ha! 1 GB światłowód od Orange!).
Trochę się zrelaksowałam przy Bungou Stray Dogs. Skończyłam oba sezony.


W tej chwili po trochu coś robimy. Codziennie coś. Jakoś sobie radzę z tym wszystkim chociaż mycie się w takich warunkach jest ciężkie :P i robienie kanapek w powietrzu. I kompletne zagracenie całej przestrzeni życiowej. Nawet myszki się męczą w małym akwarium, bo duże zagracone.
Ciężko gdy wszystko było a znowu nie ma i trzeba się ogarnąć by wrócić do normalnego życia.



Komentarze

Popularne posty